Ciąg dalszy relacji. Już nie tak porywająca jak pierwsza część, ale obiecałem więc piszę

Zejście z gór oznaczało jedno – jedziemy na południe! Przed nami 320 kilometrów po ładnej i momentami dość krętej autostradzie. Znowu – tradycyjnie – mijamy dziesiątki motocykli turystycznych. Nie jest to dziwne, ponieważ po drodze na Tarifę mamy zamiar odwiedzić jeszcze Gibraltar – cel podróży wielu motocyklistów lub ich punkt pośredni w drodze do Maroka. Będąc już pod Gibraltarem, parkujemy niedaleko przejścia granicznego Hiszpania – Wielka Brytania i udajemy się na Gibraltar piechotą. Cóż można ciekawego napisać o tym miejscu. Z jednej strony wiele – w sumie to jedno z miejsc posiadających najciekawszą historię (w tym również dla nas) – z drugiej niewiele. Kolejne miasto portowe z wysoką skałą.
Dla nas celem w sumie była właśnie ta wysoka skała. Aby do niej dojść należy przejść przez lotnisko (przejście jest zamykane na czas lądowania i startów samolotów), główną ulicę – czyli Main Street – z dziesiątkami sklepów bezcłowych oferujących tani alkohol i względnie tanią elektronikę oraz ubrania i kosmetyki. Po drodze mija się jeszcze cmentarz na którym pochowani są polegli w bitwie pod Trafalgarem i dochodzi się do stacji kolejki linowej, wywożącej turystów na szczyt skały. Tutaj niestety okazało się, że kolejka nie działa. Małpy uszkodziły jakieś przewody i właśnie są one naprawiane. Właśnie – małpy. Małpy na Gibraltarze posiadają status obywateli i jest to jedyne miejsce w Europie, gdzie żyją one na wolności i posiadają nawet własną służbę zdrowia. Nie lubię małp, więc nie będą się rozpisywał. Zamiast kolejką, wjeżdżamy więc busem na skałę i tam mamy trochę czasu na zwiedzanie. Później powrót i w drogę na Tarfię.

Iza, za nią pas startowy, a w oddali gibraltarska skała

Małpa i port w oddali

W gibraltarskiej skale coś na kształt naszej Jaskini Raj. Tylko większe, bo to co widać, to sala koncertowa

Widok z góry na część Gibraltaru - cmentarz, pas startowy, a dalej widać już Hiszpanię

Ocean, Gibraltar, a pomiędzy nimi Tarifa

Atlantyk

Morze Śródziemne, a w tle Tarifa
Tarifa. W sumie sam o tym miejscu pierwszy raz usłyszałem od Izy przed wyjazdem. Jest to – jak wcześniej pisałem – najdalej wysunięty na południe punkt Europy kontynentalnej. Leżący z jednej strony nad Morzem Śródziemnym, a z drugiej już nad oceanem. Miasteczko – poza portem łączącym je z Afryką – jest miasteczkiem typowo nastawionym na suflerów. Sklepy dla nich znajdują się praktycznie wszędzie. A i warunki do uprawiania tego sportu całkiem przyzwoite. My natomiast zajęliśmy się całkowicie pasywnym wypoczynkiem. I po spędzeniu krótkiego czasu nad oceanem, przyszedł czas na powrót do Malagi. A następnie odlotu do Polski.

Centrum Malagi

Arena

Malaga
Malaga. W mojej ocenie najnudniejszy (co nie znaczy że nudny

) punkt programu. Jeśli ktoś lubi zwiedzać stare budowle, to ma tutaj stary kościół (z jakąś tam historią w którą się nie wgłębialiśmy), starą warownię pochodzącą podajże z XII wieku oraz – tradycyjnie w tej części Europy – areną do walk z bykami. Oglądaliśmy nawet w TV na żywo taką walkę, ale mnie osobiście nie kręci zabijanie zwierząt na raty dla radości gawiedzi. My w Maladze zajęliśmy się shoppingiem

co automatycznie spowodowało, że nudno nie było. A na pewno nudno nie było po obejrzeniu wyciągu z konta

I to tyle

. Generalnie powrót – dzięki strajkowi kontrolerów z Francji – zajął nam dwa dni i wracaliśmy przez Irlandię. Później przyszła kolej na zderzenie z polską rzeczywistością. Niestety pod względem infrastruktury dalej dużo nam brakuje do Europy. Szczególnie jeśli chodzi o transport…
Na koniec parę cyfr:
Przelot Kraków – Malaga i z powrotem - około 1600 zł za dwie osoby
Wypożyczenie samochodu – około 75 Euro za 5 dni, 15 Euro ubezpieczenie
Paliwo – ceny zbliżone do naszych – około 4,8 zł za litr PB95
Ceny parkingów w miastach – doba to około 16 Euro, za minutę to od 2,5 centów do 4,5 centów. Parkingi są najczęściej w podziemiach
Autostrada – samochód około 1 Euro za 10 kilometrów. Motocykle – nie wiem
Ceny wejściówek – od 2 do 25 Euro za osobę
Hotele – różnie, ale od 35 Euro za dobę za dwie osoby można coś znaleźć. Trzeba tylko poszukać przez Internet
Śniadanie na mieście – kawa + crossaint – 2,5 do 5 Euro za osobę
Obiad – od 10 Euro w górę za osobę
Tapasy (takie małe dania) – od 2 do 6 Euro za sztukę za osobę
Spanie w górach – bezcenne
Najważniejsze - temperatura w dzień na początku października – około 25 stopni
