Teraz jest 20 maja 2012, o 02:24

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 [czas letni (DST)]



 Strona 1 z 1 [ Posty: 8 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Relacja nie-motocyklowa – Sierra Nevada X.2010
PostNapisane: 15 paź 2010, o 11:28 
Super user
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 paź 2009, o 15:53
Kasa:
346.65

Posty: 361
Lokalizacja: Polska
Planowaliśmy – niejako już tradycyjnie – wyskoczyć z Izą na przełomie sierpnia i września w Dolomity celem małej wspinaczki po via ferratach. Jednakże z uwagi zarówno na pogodę jak i sprawy zawodowe, wyjazd nie doszedł do skutku. W związku z tym postanowiliśmy wyruszyć w trochę inne góry, gdzie pogoda wydawała się w miarę przewidywalna i nie było potrzeby – za sprawą ograniczeń w transporcie lotniczym - zabierania zbyt dużego ekwipunku. Nasz wybór padł na hiszpańskie góry Sierra Nevada, a celem było wejście na najwyższy szczyt Hiszpanii kontynentalnej – Mulhacen z wysokością 3478 m. npm. Aby jednak był czas również na odpoczynek, postanowiliśmy za jednym zamachem odwiedzić również najdalej wysunięty punkt na kontynencie i leżący zarówno nad Morzem Śródziemnym jak i nad oceanem Atlantyckim, czyli Tarifę.

Przygotowania trwały dość krótko. Praktycznie ograniczyły się do zamówienia mapy gór oraz do zakupu prowiantu w góry. Iza opracowała cały plan wycieczki, moja rola ograniczyła się do określenia drogi w górach. I tak już 5 października znaleźliśmy się na pokładzie samolotu linii Ryanair lecącego z Krakowa do Malagi. Lot trwał dość długo, ale po drodze mija się między innymi Alpy francuskie z dumnie wystającym ponad chmury Mount Blanc. Po wylądowaniu odbieramy z wypożyczalni samochód, jedziemy do Grenady stanowiącej punkt do dojazdy w Sierra Nevada i przed snem zwiedzamy jeszcze Alhambrę. Oczywiście nie można wspomnieć o tym, że tam sezon motocyklowy się nie skończył. Po drodze do Grenady mijamy mnóstwo turystyków (w większości są to BMW GS), a w mieście dalej pełno skuterów i motocykli.

Obrazek
Wylot

Obrazek
Mount Blanc

Obrazek
Malaga Aeropuerto

Obrazek
Grenada wieczorem

Na następny dzień wstajemy, wymeldowujemy się z hotelu i samochodem jedziemy drogą A-395 w kierunku Sierra Nevada. Droga A-395 jest ewenementem, ponieważ startuje z Grenady z wysokości około 600 metrów i prowadzi na sam szczyt góry Velata (3,396 m. nmp.) stanowiącej drugi co do wysokości szczyt w paśmie gór w Sierra Nevada. Oczywiście na sam szczyt samochodem nie da się dojechać, ale prowadzi tam najwyżej położona w europie droga, która jest wręcz mekką kolarzy górskich wjeżdżających na sam szczyt rowerami. Biorąc pod uwagę, że z Grenady jest to ponad 30 km, to naprawdę trzeba mieć kupę kondycji aby tam wjechać. A dla motocyklistów na ścigach to byłby raj. Piękne zakręty z super asfaltem. Nic tylko winklować :) A że jeżdżą tam również motocykle, to utwierdzają nas w tym tylko spotkane znaki… My samochód zostawiamy na parkingu w miejscu Hoya de la Mora na wysokości około 2.500 m. mnp. Cel trasy to biwak Refugio de la Caldera (3.065m. nmp.) pod górą Mulhacen ze zdobyciem po drodze właśnie Velety. Jak wspomniałem prawie na sam szczyt prowadzi asfalt, ale decydujemy się na podejście szlakiem który biegnie czasami obok a czasami w poprzek tej drogi.

Obrazek
Znaki na drodze A-395

Obrazek
Nasza Ibiza

Obrazek
Widok na Mulhacen z Hoya de la Mora

Obrazek
Na szlaku

Po drodze na szczyt zatrzymujemy się jeszcze w biwaku Refugio la Carihuela (3250 m. nmp.) na mały obiad z torebki. I tutaj zaskoczenie. Jedyna zapalniczka którą posiadamy nie chce zadziałać. Udaje się to może za 50 razem. Przyczyną tego jest rozrzedzone powietrze. W końcu udaje się zapalić planik w kuchence gazowej. Jemy obiad i podchodzimy w końcu na Veletę. Na górze oczywiście grupa szczęśliwych kolarzy, którym udało się wjechać na szczyt. Parę fotek i ruszamy w kierunku biwaku Refugio de la Caldera pod szczytem Mulhacen. Już na miejscu rozpalamy (oczywiście z problemami) kuchenkę, gotujemy wodę z jeziorka, jemy i przygotowujemy się do snu. W międzyczasie dołącza do nas para Belgów, którzy również planują zatrzymać się na noc w schronisku. Po godzinie gadania, porównywania map oraz omawiania dalszej trasy idziemy spać. Na liczniku GPSa mam ponad 17 km marszu i w sumie około 1500 metrów pokonanych przewyższeń. W drodze mieliśmy jeszcze małą przygodę. Przez własną głupotę na stromym zejściu zjechałem z lodowca parę metrów i zatrzymałem się na kamieniach. Dobrze, że skończyło się tylko na naderwanej kieszeni, a nie kilkadziesiąt metrów niżej…

Obrazek
Widok z Velety na południowy – zachód

Obrazek
Widol z Velety na Mulhacen

Obrazek
Jemy w biwaku

Obrazek
A to nasze spanie w biwaku


W nocy temperatura spada na zewnątrz w okolice zera. Wstajemy więc z samego rana. Oznacza to mniej więcej godzinę ósmą, ponieważ dopiero o tej godzinie zaczyna się rozwidniać. Słońce wstaje jeszcze później. Na dworze zimno, wieje ostry i silny wiatr. Zostawiamy plecaki na biwaku (zabierzemy je w drodze powrotnej) i ruszamy wypatrzoną dzień wcześniej ścieżką na szczyt będący celem naszej podróży. Do pokonania niewiele ponad 400 metrów wzniesienia, więc podejście pomimo dość dużego nachylenia idzie szybko. Jedynie co przeszkadza to nasilający się wiatr i chłód. Szczyt zdobywamy po około godzinie marszu. Na górze kapliczka, zaznaczenie szczytu, piękne widoki i … wiatr. Wieje, jakby mu ktoś za to płacił. Na górze siedzimy trochę - robimy parę fotek, przy kapliczce wspominamy naszego przyjaciela – Tomka Tkaczuka, który niestety odszedł rok temu, a którego marzeniem były między innymi takie właśnie wyprawy. Rozważamy jeszcze dalsze przejście przez kolejne szczyty do szczytu Puntal de Vacares, ale z uwagi na brak szlaku i brak szpejów wspinaczkowych, rezygnujemy z tego pomysłu. Powoduje to również, że z planowanych trzech dni w górach spędzimy dwa. Ale nie martwi to nas specjalnie i wracamy. Po drodze mijamy wchodzącą parę Belgów. Żegnamy się z nimi i - po zabraniu plecaków z biwaku Refugio de la Caldera – idziemy w drogę powrotną. Przed nami znowu 17 km marszu, ale tym razem raczej bardziej z góry, choć pierwsze 8 kilometrów to niewielkie podejście pod biwak Refugio la Carihuela. Jemy tutaj znowu obiad, i ruszamy w kierunku parkingu. Po drodze spotykamy jeszcze dwójkę Hiszpanów, z którymi spędzamy z 15 minut omawiając szlaki oraz możliwe drogi przejścia (kierują się do schroniska turystycznego na drugiej stronie pasma). W końcu docieramy na parking Hoya de la Mora, gdzie odnajdujemy naszego wypożyczonego Seata Ibizę. Okazuje się również, że na tej wysokości zapalniczka działa bez problemu. Palę więc ostatniego papierosa w górach, ostatnie nasze spojrzenie w góry i ruszamy na Giblartar i Tarifę – najdalej wysunięte na południe części kontynentalnej Europy. A o tym w następnym poście…

Obrazek
Nad ranem na biwaku Refugio de la Caldera

Obrazek
Widok z podejścia na Mulhacen

Obrazek
Na szczycie

Obrazek
W oddali północna część Hiszpanii

Obrazek
Kapliczka – miejsce pamięci o tych którzy byli i są, jak i o tych których już nie ma…

Obrazek
Ruszamy w dół (a raczej na początku w górę)

Obrazek
Na szklaku – znowu. Widoczny najwyższy szczyt to Veleta

Obrazek
Jeden z ostatnich widoków…

P.S. Po dwóch dniach od zejścia z gór, telewizja hiszpańska podała, że w Sierra Nevada spadł pierwszy śnieg :)



_________________
__________
Zetor '10 :)
603 374 650
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Relacja nie-motocyklowa – Sierra Nevada X.2010
PostNapisane: 15 paź 2010, o 11:52 
Super user
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 paź 2009, o 10:08
Kasa:
280.70

Posty: 1319
O jacie....
dasz się dotknąć??
Zajebiście - proszę mnie zabrać w przyszłym roku!!!



_________________
Obrazek
Żyć szybko, umierać staro.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Relacja nie-motocyklowa – Sierra Nevada X.2010
PostNapisane: 15 paź 2010, o 18:06 
Super user
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 10 lis 2009, o 01:56
Kasa:
0.00

Posty: 421
Zarąbiste Helmucik :)

:adamar:



_________________
Obrazek
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Relacja nie-motocyklowa – Sierra Nevada X.2010
PostNapisane: 15 paź 2010, o 18:42 
Super user
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 4 lis 2009, o 23:38
Kasa:
55.05

Posty: 942
Też się piszemy --super !!!



_________________
Dziki
Tel 604 600 559
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Relacja nie-motocyklowa – Sierra Nevada X.2010
PostNapisane: 15 paź 2010, o 19:58 
Super user
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 1 lis 2009, o 13:22
Kasa:
10.00

Posty: 112
Lokalizacja: Busko Zdrój
Super relacja, piękne foty. A w Krużebnikach byli?



_________________
Aprilia ETV 1000 Caponord
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Relacja nie-motocyklowa – Sierra Nevada X.2010
PostNapisane: 16 paź 2010, o 15:01 
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 8 paź 2009, o 13:13
Kasa:
105.20

Posty: 622
Lokalizacja: Przed komputerem
Moglbym napisac: super, ekstra etc.
Jednak najlepsze slowo, ktore jednak najbardziej pasuje to:
ZAZDROSC ;(



_________________
Zajmuję się forum TYLKO od strony informatycznej
Online
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Relacja nie-motocyklowa – Sierra Nevada X.2010
PostNapisane: 2 lis 2010, o 16:28 
Super user
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 paź 2009, o 15:53
Kasa:
346.65

Posty: 361
Lokalizacja: Polska
Ciąg dalszy relacji. Już nie tak porywająca jak pierwsza część, ale obiecałem więc piszę :)

Zejście z gór oznaczało jedno – jedziemy na południe! Przed nami 320 kilometrów po ładnej i momentami dość krętej autostradzie. Znowu – tradycyjnie – mijamy dziesiątki motocykli turystycznych. Nie jest to dziwne, ponieważ po drodze na Tarifę mamy zamiar odwiedzić jeszcze Gibraltar – cel podróży wielu motocyklistów lub ich punkt pośredni w drodze do Maroka. Będąc już pod Gibraltarem, parkujemy niedaleko przejścia granicznego Hiszpania – Wielka Brytania i udajemy się na Gibraltar piechotą. Cóż można ciekawego napisać o tym miejscu. Z jednej strony wiele – w sumie to jedno z miejsc posiadających najciekawszą historię (w tym również dla nas) – z drugiej niewiele. Kolejne miasto portowe z wysoką skałą.
Dla nas celem w sumie była właśnie ta wysoka skała. Aby do niej dojść należy przejść przez lotnisko (przejście jest zamykane na czas lądowania i startów samolotów), główną ulicę – czyli Main Street – z dziesiątkami sklepów bezcłowych oferujących tani alkohol i względnie tanią elektronikę oraz ubrania i kosmetyki. Po drodze mija się jeszcze cmentarz na którym pochowani są polegli w bitwie pod Trafalgarem i dochodzi się do stacji kolejki linowej, wywożącej turystów na szczyt skały. Tutaj niestety okazało się, że kolejka nie działa. Małpy uszkodziły jakieś przewody i właśnie są one naprawiane. Właśnie – małpy. Małpy na Gibraltarze posiadają status obywateli i jest to jedyne miejsce w Europie, gdzie żyją one na wolności i posiadają nawet własną służbę zdrowia. Nie lubię małp, więc nie będą się rozpisywał. Zamiast kolejką, wjeżdżamy więc busem na skałę i tam mamy trochę czasu na zwiedzanie. Później powrót i w drogę na Tarfię.


Obrazek
Iza, za nią pas startowy, a w oddali gibraltarska skała

Obrazek
Małpa i port w oddali

Obrazek
W gibraltarskiej skale coś na kształt naszej Jaskini Raj. Tylko większe, bo to co widać, to sala koncertowa

Obrazek
Widok z góry na część Gibraltaru - cmentarz, pas startowy, a dalej widać już Hiszpanię

Obrazek
Ocean, Gibraltar, a pomiędzy nimi Tarifa

Obrazek
Atlantyk

Obrazek
Morze Śródziemne, a w tle Tarifa

Tarifa. W sumie sam o tym miejscu pierwszy raz usłyszałem od Izy przed wyjazdem. Jest to – jak wcześniej pisałem – najdalej wysunięty na południe punkt Europy kontynentalnej. Leżący z jednej strony nad Morzem Śródziemnym, a z drugiej już nad oceanem. Miasteczko – poza portem łączącym je z Afryką – jest miasteczkiem typowo nastawionym na suflerów. Sklepy dla nich znajdują się praktycznie wszędzie. A i warunki do uprawiania tego sportu całkiem przyzwoite. My natomiast zajęliśmy się całkowicie pasywnym wypoczynkiem. I po spędzeniu krótkiego czasu nad oceanem, przyszedł czas na powrót do Malagi. A następnie odlotu do Polski.

Obrazek
Centrum Malagi

Obrazek
Arena

Obrazek
Malaga

Malaga. W mojej ocenie najnudniejszy (co nie znaczy że nudny :) ) punkt programu. Jeśli ktoś lubi zwiedzać stare budowle, to ma tutaj stary kościół (z jakąś tam historią w którą się nie wgłębialiśmy), starą warownię pochodzącą podajże z XII wieku oraz – tradycyjnie w tej części Europy – areną do walk z bykami. Oglądaliśmy nawet w TV na żywo taką walkę, ale mnie osobiście nie kręci zabijanie zwierząt na raty dla radości gawiedzi. My w Maladze zajęliśmy się shoppingiem :) co automatycznie spowodowało, że nudno nie było. A na pewno nudno nie było po obejrzeniu wyciągu z konta :)

I to tyle :). Generalnie powrót – dzięki strajkowi kontrolerów z Francji – zajął nam dwa dni i wracaliśmy przez Irlandię. Później przyszła kolej na zderzenie z polską rzeczywistością. Niestety pod względem infrastruktury dalej dużo nam brakuje do Europy. Szczególnie jeśli chodzi o transport…

Na koniec parę cyfr:
Przelot Kraków – Malaga i z powrotem - około 1600 zł za dwie osoby
Wypożyczenie samochodu – około 75 Euro za 5 dni, 15 Euro ubezpieczenie
Paliwo – ceny zbliżone do naszych – około 4,8 zł za litr PB95
Ceny parkingów w miastach – doba to około 16 Euro, za minutę to od 2,5 centów do 4,5 centów. Parkingi są najczęściej w podziemiach
Autostrada – samochód około 1 Euro za 10 kilometrów. Motocykle – nie wiem
Ceny wejściówek – od 2 do 25 Euro za osobę
Hotele – różnie, ale od 35 Euro za dobę za dwie osoby można coś znaleźć. Trzeba tylko poszukać przez Internet
Śniadanie na mieście – kawa + crossaint – 2,5 do 5 Euro za osobę
Obiad – od 10 Euro w górę za osobę
Tapasy (takie małe dania) – od 2 do 6 Euro za sztukę za osobę
Spanie w górach – bezcenne :)

Najważniejsze - temperatura w dzień na początku października – około 25 stopni :)



_________________
__________
Zetor '10 :)
603 374 650
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Relacja nie-motocyklowa – Sierra Nevada X.2010
PostNapisane: 1 maja 2011, o 21:51 
Super user

Dołączył(a): 26 kwi 2011, o 21:04
Kasa:
0.00

Posty: 9
super


Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 1 z 1 [ Posty: 8 ] 

Podobne tematy

Yamaha xt 600 ,2001r.pali gaśnie i już nie odpala POMOCY ;( Dział: Garaż Autor: grzesiekxt Odpowiedzi: 15

Nawet nie wiem jak to nazwac :S Chyba offroad - tylko jakoś tak... Sami zobaczcie ;) Dział: Różne śmieszne śmieszności Autor: Admin Odpowiedzi: 3

Sakwy do Yamaha XVS 1300 i nie tylko Dział: Giełda Autor: Thor Odpowiedzi: 2

Nie dla ograniczeń dla motocyklistów Dział: Kawiarenka Autor: Thor Odpowiedzi: 1

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 [czas letni (DST)]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do: